WYŚMIEWANIE OBŻARSTWA

Nic przeto dziwne­go, że mnożyły się zastępy arcyobżartuchów. Oto rozmowa kelne- Fa ze stałym gościem podsłuchana przez warszawskiego satyryka Mikołaja Rodocia:Garson! Proszę o nakrycie!  Więm, w osobnym pokoiku… Nic jestem przy apetycie…Może czystego barszczyku? Ej, nie, wolę bulion jaki,A przed tem, jak zwykle — raki.Ze śmietaną, tak, obficie.  Słucham pana, A co potem?  Nie jestem przy apetycie…Może kurczątko z kompotem?Wolę już pieczeń wołowąZ rożna, wiesz, na wpół surową,Przerastałą należycie.  Jest proszę pana… Co jeszcze?   Nie jestem przy apetycie…  Może lin, węgorze, leszcze…   Rybka ujdzie, byle tłusto Więc lin z duszoną kapustą.Po rybce — połówka kaczki.Rozumiem. A co na wety?   Na wety… zwykłe przysmaczki.Może strasburskie pasztety?To, to, to … Ach! nędzne życie!Nie jestem przy apetycie!

Mam na imię Weronika i bardzo zapraszam Cię do lektury bloga! Opisuję tu informacje, ciekawostki, doświadczenia i różne podobne rzeczy, które wynoszę z pracy w kuchni! Mam nadzieję, że będziesz zadowolony 🙂
Wszelkie prawa zastrzeżone (C)